Aktualności

18.02.2024

Wywiad Jarosława Kowala z artystami "Lighthouse"

"Lighthouse", fot. Carlos Collado

Każdy patrzy na taniec z perspektywy tego, kim sam jest

Sonia Rodríguez pochodzi z Wysp Kanaryjskich, Enrico Paglialunga z Rzymu, a poznali się w Berlinie. Tutaj odkryli, że chociaż ukształtowały ich bardzo odmienne doświadczenia, współdzielą te związane z równie silną tęsknotą za dawnym domem, jak i ciekawością nowego. Tego tematu dotyczy spektakl „Lighthouse” i o nim przed polską premierą w Klubie Żak mieliśmy okazję porozmawiać.

 

Jarosław Kowal: W opisie „Lighthouse” zadajecie pytanie: Co się dzieje, kiedy opuszczasz ojczyznę, ojczysty język i zdrowy rozsądek, a następnie wkraczasz w niepewną przestrzeń pozbawioną odniesień? To nie są pytania hipotetyczne, bo obydwoje opuściliście własne ojczyzny i zamieszkaliście w Niemczech. Znaleźliście już odpowiedzi?
Enrico Paglialunga: Zacząłem postrzegać imigrację jako długotrwały proces. Można dobrze zintegrować się z kulturą i realiami innego kraju, można nauczyć się nowego języka, przystosować do odmiennej kultury, ale z dala od domu zawsze żyje się tak, jakbyśmy w każdej chwili byli gotowi wrócić do siebie. To życie podzielone na dwie części. Jedna z nich jest trwale związana z przeszłością, podważa decyzje, jakie podejmujesz i powody, dla których opuściłeś ojczyznę, a w dodatku sprawia, że nieustannie szukasz namiastki tego, co pozostawiłeś za sobą również w nowym miejscu. Druga część jest z kolei ciekawa potencjału, jaki może się za tą zmianą kryć i pewna, że podjęcie takiej decyzji było właściwe. Chyba nie znalazłem jeszcze odpowiedzi na te pytania, ale na pewno zrozumiałem, jak ważne jest znalezienie wyrazistych punktów odniesienia wokół siebie, dzięki którym można uchronić się od zagubienia w nieznanym.

Gdzie czujesz, że jesteś w domu?
EP: Czuję, że jestem w domu wszędzie, gdzie otacza mnie miłość i tam, gdzie sam potrafię kochać. Obecnie moim domem jest Berlin, ale również o Rzymie cały czas myślę jak o domu i tak też się czuję zawsze, kiedy tam wracam.


Kiedy mieszkałem w Irlandii, odkrywałem, że brakuje mi drobiazgów, których wcześniej w ogóle nie zauważałem – smaku chleba, powietrza znad Bałtyku, innego rytmu miasta. Odczuwacie podobne tęsknoty?
Sonia Rodríguez: Często zauważam, że brakuje mi na przykład tych spojrzeń prosto w oczy wymienianych z obcymi osobami, którym od razu towarzyszy uśmiech; rozmów z przypadkowymi przechodniami nawiązywanych podczas spaceru ulicą; odgłosów i spokoju, jakie odnajdywałam, kiedy byłam blisko oceanu; dzwonienia do drzwi domów moich przyjaciół bez konieczności wcześniejszego umawiania się na spotkanie albo rodzinnego ciepła. Nie byłam świadoma wartości tych wszystkich sytuacji i odczuć, kiedy mieszkałam w Hiszpanii, ale po przeprowadzce zrozumiałam, jak wiele dla mnie znaczą.


Towarzyszące temu emocje łatwiej wyraża się za pomocą słów czy tańca?

SR: Nie mam co do tego żadnych wątpliwości – wszystkie emocje, nie tylko te związane z tym tematem – z większą łatwością wyrażam poprzez taniec. Pozwala mi na znacznie większą swobodę.


Z perspektywy publiczności na pewno przekaz werbalny jest łatwiejszy do odczytania niż coś tak abstrakcyjnego, jak taniec, który można interpretować na przeróżne sposoby, ale czy jest to dla was istotne, żeby każdy odszyfrowywał wasze intencje, czy wolicie, żeby widzowie i widzki nadawali spektaklowi własne znaczenie?

SR: Bardzo ważne jest dla mnie tworzenie takich obrazów, które będą jednoznacznie wiązały się z tematem, jaki chcemy przedstawić w naszej sztuce, ale zależy mi również na tym, żeby te przepełnione emocjami chwile mogły później zostać przeróżnie interpretowane przez każdą osobę zgromadzoną wśród publiczności. To niesamowite, jak bardzo mogą się różnić odczucia różnych ludzi oglądających ten sam występ. Sama też z wielkim zaangażowaniem wyobrażam sobie własną rzeczywistość emocjonalną, kiedy oglądam inne występy taneczne i odkrywam w nich wiele przydatnych znaków.


Skoro rozmawiamy o różnych emocjach towarzyszących różnym miejscom, to czy zauważyliście, żeby wasze występy były wyraźnie inaczej odbierane w zależności od kraju, w jakim je przedstawiacie czy taniec to uniwersalny język?
SR: Taniec jest uniwersalnym językiem, ale w moim odczuciu publiczność zawsze reaguje inaczej. W mniejszym stopniu zależy to od kraju pochodzenia i miejsca, w jakim występujemy, a w większym od własnych życiowych doświadczeń, spojrzenia na świat i sposobu czy zakresu odczuwania emocji. Każdy patrzy na taniec z perspektywy tego, kim sam jest.


Tańczenie z kimś w tak intymny sposób, w jaki tańczycie ze sobą jest możliwe przy zaledwie pobieżnej znajomości? Na przykład w jazzie zupełnie obce osoby potrafią chwycić za instrumenty i świetnie ze sobą improwizować, ale czy jest to możliwe, kiedy posługuje się nie instrumentem, a ciałem?

SR: Kiedy z kimś tańczysz, ważne jest wspólne zaangażowanie wszystkich osób – niezależnie od tego, czy będzie to duet, czy większa grupa. Czasami może się to z kimś sprawdzać przez dłuższy okres, czasami może trwać krótko – wszystko zależy od dobrej komunikacji pomiędzy ciałami i chemii pomiędzy tancerzami i tancerkami. To zresztą w ogóle uważam za najważniejszą cechę tańca. Oczywiście z zachwytem podziwia się kogoś, kto dysponuje wyjątkową techniką, ale kiedy ciała wchodzą ze sobą w pełną energii relację, której efektem jest przepełniona pięknem równowaga, wtedy zaczyna się magia.

Ciekawe w „Lighthouse” jest to, jak reagujecie na ambientowe, skłaniające się ku ciszy fragmenty muzyki Giacomo Mattogno. Taniec na ogół kojarzony jest z rytmem, z czym teatr tańca często zrywa, ale tańczenie do ciszy wydaje się ekstremalnie trudne chociażby ze względu na wyczucie czasu.
SR: Staram się bawić rytmami przypisanymi cechom odpowiadającym ruchowi, jakie wyłaniają się z muzyki Giacomo, nawet jeżeli są bardzo nieoczywiste. Wsłuchuję się w każdy dźwięk i w każdy ruch Enrico, bo nawet w ciszy cały czas prowadzą nas chociażby nasze oddechy.


Musisz być na tym skupiona czy wystarczy polegać na pamięci mięśniowej i odruchach?
SR: Po prostu staram się dobrze czuć na scenie i niczym nie ograniczać, na pewno pamięć mięśniowa i poddanie się chwili pomagają w tym.


Próbujecie zatrzeć poprzez taniec granicę pomiędzy sztuką a rzeczywistością czy pokazać rzeczywistość pod postacią sztuki?
EP: Cała moja twórczość jest zakorzeniona w refleksji społeczno-politycznej, ale także w osobistych doświadczeniach życiowych i z nich wywodzi się każdy pomysł. Wywierają tak silny wpływ na moje podejście do pracy nad choreografią, że siłą rzeczy skłania mnie to do ukazywania rzeczywistości w formie sztuki. Każdy z nas przechodzi jednak przez życie na własny, wyjątkowy sposób, dlatego ważne jest, żeby obok realizmu znalazło się również miejsce na abstrakcje i żeby nauczyć się, jak utrzymywać je w równowadze.